Na dawnej polskiej wsi nastrój powagi, skupienia i wyciszenia towarzyszący ludowi w okresie Wielkiego Postu, przerywały obchody Środopościa, zwanego także Półpościem lub Śródpościem.
Dzień ten przypadał dwadzieścia dni po Popielcu i, jak sama nazwa wskazuje, zawsze w środę poprzedzającą czwartą niedzielę wielkopostną, którą w Polsce – niemal do połowy XX w. określano mianem „śmiertelnej”, „śmiertnej”, „białej” lub „czarnej”.
W Środopoście następowało zwyczajowo akceptowane zawieszenie wszelkiego wyciszenia, obfitującego w brak rozrywek i zabaw. Otóż tego dnia zauważalne było ożywienie na wsiach, czego wyrazem byli biegający po ulicach chłopcy, którzy hałasując terkotkami i kołatkami manifestowali zwyczaje związane z postną środą.
Ciekawym zwyczajem, przypadającym na połowę postu, było tzw. wybijanie półpościa. W ten dzień młodzi chłopcy „rozbijali” garnki z popiołem o drzwi domów, w których mieszkały panny. W ten sposób symbolicznie zaznaczano połowę okresu surowego, wiejskiego suszenia. W tygodniku ilustrowanym „Lud Katolicki” możemy przeczytać opis wspomnianego obyczaju: „I oto właśnie dało w średnich wiekach początek zwyczajowi zachowywanemu przez lud wiejski i miejski dotąd, że w środę półpostną czyli na „półpoście”, swawolnicy wziąwszy rano stary garnek jako naczynie niepotrzebne, i napełniwszy go skorupami i popiołem podbiegają ukradkiem pod drzwi lub okiennice śpiącego sąsiada. W miastach kobiety mężczyznom, a ci białogłowom i pannom idącym ulicą, rzucali takie garnki pod nogi wołając: „Półpoście mości panie! lub Mościa pani! Mościa panno!”. Z kolei w „Kurjerze Warszawskim” wydanym w 1853 roku opisano jeszcze inny, stary zwyczaj związany z tym dniem: „Dziś, to jest we Środę po trzeciej Niedzieli, upływa połowa Postu Wielkiego. Dotąd jeszcze w niektórych Kościołach kraju, odgłosem wielkiego dzwonu, o godz: 12 w południe, półpoście obwieszczane bywa”.
W regionie opoczyńskim w Środopoście kawalerowie malowali smołą na płotach i ścianach budynków, w których były panny na wydaniu tzw. „kozoki”, nazywane też czasem „bochomazami”. Były to przedstawione w humorystyczny sposób postacie męskie, stojące w rozkroku z rozłożonymi rękami, a ich malunek tłumaczono jako swego rodzaju napiętnowanie mieszkających tam dziewcząt za trwanie w panieństwie. „Kozoka” bardzo trudno się zmywało, ponieważ wykonywano go smołą, wapnem lub farbą, jednak czyszcząca go dziewczyna nie narzekała na stratę czasu. Panny, które zostały wyróżnione tym zwyczajem czuły się zaszczycone, bowiem wiedziały, że malunki oznaczają zainteresowanie ze strony kawalerów. W niektórych wsiach dziewczętom, którym nie udało się wyjść za mąż w karnawale, przyczepiano niezauważenie do tylnej części ubrania kokardki lub symboliczne „kloce” – kawałki drewna czy też skorupki jaj na znak staropanieństwa.
Oprócz mazania „bochomazów” koncentrowano się na żartach, zdejmowano i chowano furtki, zatykano kominy szybą, co powodowało zadymienie całej izby. Do repertuaru figlarzy należało także m.in. zabieranie różnych sprzętów używanych w rolnictwie oraz nocne rozbieranie wozów na poszczególne części, a następnie wciąganie ich na dach stodoły, bądź innego budynku gospodarczego. Pomysłowość młodzieży nie do końca wzbudzała zadowolenie wśród starszych wiejskich gospodarzy. Jednakże ostatecznie psotom i rejwachowi pobłażano pomimo trwającego okresu postu, gdyż poprzedzały radosny czas świąteczny.
Jeszcze w nie tak odległej przeszłości, we wsiach regionu radomskiego w postną środę praktykowano malowanie sprejem, a dawniej farbą napisu „ŚRODOPOŚCIE”, dodając po nim bieżący rok. Pojawiał się on najczęściej na asfalcie lub przystanku autobusowym, niekiedy także na ścianie budynku gospodarczego.
Niegdyś na polskiej wsi najwcześniejszą zapowiedzią radosnego Zmartwychwstania Pańskiego były zwyczaje obchodzone w Środopoście, które obecnie prawie zanikły. Wraz z nadejściem następnego dnia, ponownie wracały reguły Wielkiego Postu i przystępowano do wiosennych porządków w gospodarstwach, bowiem nieubłaganie zbliżała się Wielkanoc.
Txt: Magdalena Grosiak
