Dzień świętego Marcina, popularnie nazywany marcinkami, to jedno z ostatnich świąt w polskim roku liturgicznym. Stanowi też symbol zamierania życia w przyrodzie, bowiem niegdyś rozpoczynał adwent. W dawnej Polsce, „na Marcina” musiała się znaleźć pieczona gęsina na półmiskach. Uczta była pierwszą częścią zwyczaju związanego z tym dniem, a część druga miała charakter wróżebny.
Sprawdźmy zatem, skąd wzięła się ta tradycja?
Oto, jak ją tłumaczył Oskar Kolberg: Pieczenie gęsi na św. Marcina (11 listopada) bardzo dawnych czasów zasięga; stąd to zapewne pochodzi, że włościanie zwykle natenczas znosili daniny, między którymi były także gęsi. Pobierający, mając ich dostatek, zapraszał gości na ucztę z pieczonej gęsi. Zazwyczaj gęś pieczona bywa podówczas z kwaśnymi jabłkami (w nadzieniu). Bicie i pieczenie gęsi na św. Marcin może więcej stąd pochodzi, że są wtenczas najtłustsze i najsmaczniejsze, a wszakże się to podobnie dzieje z baranami pod jesień.
Warto przybliżyć wizerunek św. Marcina, który stał się patronem m.in. biedaków, pasterzy i żołnierzy. Zarówno w ikonografii kościelnej, jak i ludowej przedstawiany jest często jako rycerz na białym koniu, wspomagający klęczącego przed nim żebraka.
Święty Marcin urodził się w Panonii na Węgrzech jako syn rzymskiego legionisty. Żył w IV wieku, podobnie jak ojciec został rycerzem i słynął z miłosiernych uczynków. Według najsłynniejszej legendy pewnego mroźnego wieczoru jadącego konno Marcina zaczepił półnagi, zmarznięty żebrak, prosząc o jałmużnę. Nie pozostał mu obojętny. Mieczem rozciął swój żołnierski płaszcz na pół i jedną częścią okrył biedaka. Podobno następnej nocy przyśnił mu się Jezus Chrystus w gronie Aniołów, objawiając mu ten cud we śnie słowami: „Marcin, który dopiero przygotowuje się do chrztu, odział mnie tym płaszczem”. Rok później wreszcie przyjął upragniony chrzest święty i zrezygnował ze służby wojskowej. Przeniósł się do Poitiers we Francji, gdzie został uczniem biskupa św. Hilarego, a później przywdział duchowne szaty. Marcin został ojcem życia zakonnego we Francji, a jego świątobliwe życie było szeroko znane. Pomimo tego opierał się bardzo przed przyjęciem godności biskupiej. Jak głosi legenda, gdy przybyła do niego delegacja kapłanów, nie chcąc się z nimi spotkać schował się do klasztornej szopy. Jednak gęsi znajdujące się w budynku podniosły straszną wrzawę, tym samym zdradzając miejsce ukrycia duchownego. Około 371 roku został wybrany biskupem Tours. Po uroczystym ingresie nowego biskupa, głównym daniem na wieczerzy była właśnie pieczona gęś. To od tej opowieści pochodzi zwyczaj pieczenia gęsi na 11 listopada.
W folklorze wiejskim gęś pojawiała się w rozmaitych wierzeniach i odgrywała istotną rolę w życiu codziennym. Stąd, jej hodowla ma w naszym kraju długą tradycję. Już we wczesnym średniowieczu rozpoczęto liczny chów gęsi w chłopskich zagrodach. Głównie dlatego, że ptaki te były mało wymagające i tanie w utrzymaniu. Ponadto, można było z nich uzyskać wiele przydatnych produktów, począwszy od mięsa, podrobów, jaj, tłuszczu po puch i pierze. W praktykach medycyny ludowej ptaki te wykorzystywane były na różne sposoby. Wierzono na przykład, że katar szybko przechodził po wdychaniu dymu z palonych gęsich piór, a na choroby płuc skutecznym było jedzenie gęsich serc.
Dzień świętego Marcina, oznaczał kiedyś zakończenie roku gospodarskiego w rolnictwie. Piwnice zawierały już obfite zapasy, dlatego nazwano je „Marcinowymi spichlerzami” i oczekiwano nadejścia zimy. W podaniach ludowych można znaleźć różne powiedzenia z tym związane, chociażby takie jak: „Gdy Marcin w śniegu przybieżał, całą zimę będzie w nim leżał” albo „Jaki Marcin, taka zima”. Dotyczyły one głównie pracy na roli i hodowli zwierząt. W listopadzie pojawiały się już pierwsze przymrozki, więc uprawa pól dobiegała końca. Również w dniu św. Marcina bydło wypędzane było po raz ostatni na pastwisko, a zaganiając je o zmierzchu do obór, uderzano lekko brzozową gałązką, nazywaną „marcinką”. Dzień poświęcony temu świętemu był tradycyjnie wolny od pracy dla służby w gospodarstwie, a przy okazji odchodzących z pracy częstowano „marcińskimi kluskami”. Nie pracowały także młyny w obawie przed połamaniem koła młyńskiego. Zaś zgodnie z przysłowiem: „W święto Marcina znów dziesięcina”, wieśniacy składali swoim panom po dworach daniny i czynsze.
W polskiej tradycji ludowej w dniu św. Marcina urządzano uczty „świętomarcińskie”. Pod wieczór wokół rodzinnego stołu, na którym obowiązkowo musiała się znaleźć dobrze utuczona, pieczona gęś gromadzili się wszyscy domownicy. Po uroczystym posiłku z wyglądu gęsich kości piersiowych gospodyni przepowiadała pogodę zbliżającej się zimy.
Kości białe zwiastowały zimę suchą i stałą, jeżeli były sinawe i czerwone rokowały zimę słotną, a gdy miały cętki, wróżyły zimę burzliwą i śnieżną. Wróżono także z drzew i wiatru, np. wiatr południowy zwiastował zimę lekką, zaś północny ostrą.
„Ogród fraszek” Wacława Potockiego zawiera ciekawy opis wybranych marcinkowych zwyczajów: „... nabożnie Kościół katolicki święci, wszelka stoi robota i ma przed niedzielą pierwsze, że weń, starym zwyczajem, ani młyny mielą. Kolęda w roku tu wszelakie dani: panom czynsz, księży meszne oddają poddani. (...) śnieg ziemię zwykle bieli i rzeki się szryszą, a stąd na białym koniu tego świątka piszą”.
Obchody i praktykowane dawniej na wsiach zwyczaje „świętomarcińskie” z czasem zanikły.
Tradycja związana z przygotowywaniem potraw z gęsi w św. Marcina przetrwała do dziś tylko w niektórych regionach. Głównie w Wielkopolsce wiąże się z jego osobą bardzo ciekawa tradycja kulinarna, dotycząca przyrządzania gęsi i wypiekania rogali marcińskich z półfrancuskiego ciasta, posypanego białym makiem, orzechami i migdałami.
Co roku, w Poznaniu na ulicy Św. Marcina organizowane są imieniny patrona, w ramach których odbywa się uroczysty korowód ze świętym w stroju rzymskiego legionisty. Później przed zamkiem cesarskim rozpoczyna się festyn uliczny, któremu towarzyszą koncerty i zabawy. Przygotowywanie kiermaszy „świętomarcińskich” z pewnością sprzyja popularyzacji potraw i produktów z gęsiego mięsa, szczególnie tych tradycyjnych i często już zapomnianych, bowiem zgodnie z przysłowiem: „Na świętego Marcina lepsza gęś niźli zwierzyna…”.
Bibliografia:
- Ferenc-Szydełkowa E., Rok kościelny a polskie tradycje, Poznań 1988
- Janicka-Krzywda U., Patron-atrybut-symbol, Poznań 1993.
- Kolberg O., Mazowsze, T. 1, Kraków 1885.
- Ogrodowska B., Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2004.
- Szczypka J., Kalendarz Polski, Warszawa 1979.
- Szelągowska G., Stary sposób na gęś, Toruń 2014.
- Szymanderska H., Polskie tradycje świąteczne, Warszawa 2003.
- Świerk Z., Rok w przysłowiach polskich, Bielsko-Biała 1997.
- Zaleski W., Święci na każdy dzień, Warszawa 2001.